wtorek, 15 września 2009

IV Ogólnopolskie Spotkania Astronomiczne

Już za dwa dni po raz kolejny spotkamy się w Górach Izerskich. Ciekawe, że mimo iż informacje o OSA jak co roku wysłałem do czasopism bliskich nauce (Wiedzy i Życia, Focusa, Świata Nauki) astronomii, forów astronomicznych - pozostały niezauważone - z jednym wyjątkiem - witryną Międzynarodowego Roku Astronomii... Cóż pozostaje smutna konstatacja, że w naszym kraju, żeby Cię lubiano, musisz skądś kasę ukraść, bo jeżeli ją zarabiasz to to na pewno jest konflikt interesów z działalnością jakąkolwiek inną. "jesionyzm" - dla tych, który wiedzą co w internecie skrzeczy...

piątek, 19 grudnia 2008

Marketing

Marketing... magiczny i jakże prozaiczny. W zderzeniu z prawami fizyki musi ulec ale cóż z tego - w końcu rolą marketingu nie jest przemiana gówna w czekoladę - jego rolą jest to byś uwierzył, że to co masz przed sobą to czekolada. Co więcej - w starciu wiary z fizyką najczęściej wygrywa wiara. I tak oto stajesz się właścicielem kolejnego gówna wierząc, że po raz kolejny to marketing miał rację, a nie rzeczywistość.

czwartek, 24 kwietnia 2008

Przyszła wiosna. Nieoczekiwanie - bo wcześniej niż zwykle. Niestety ostatnie noce ciągle są zachmurzone i nieba nie ma kiedy pooglądać. W dzień jednak Słońce grzeje i wszystko kwitnie. Zresztą samo Słońce też już zaskoczyło i choć większość czasu - jak przystało na minimum - nie pokazuje nic szczególnego to kilka dni temu zaszalało i nie tylko pokazało kilka całkiem przyzwoitych grup plam, to również, w H-alfa - piękne, długie włókno (protuberancję widzianą na tarczy). Zdjęcie tych obszarów aktywnych Słońca jest na teleskopy.net

poniedziałek, 4 lutego 2008

Zasada nieoznaczoności

Załóżmy, że potrafimy stworzyć bardzo dokładny model prostego procesu fizycznego, w którym w wyniku oddziaływania otoczenia następuje przemiana następująca w opisanym układzie fizycznym – może to być przejście elektronu na wyższy poziom energetyczny w wyniku oddziaływania kwantu energii. Pomijając fakt, że zasada nieoznaczoności uniemożliwia nam poznanie wszystkich parametrów zjawiska, jednak model – na przykład komputerowy – owego zjawiska jest w stanie przewidzieć wynik oddziaływania otoczenia na atom czyli – jego reakcję. Zjawiska chemiczne są w hierarchii zjawisk jedynie sumą złożonych procesów fizycznych, które – przynajmniej teoretyczne jesteśmy lub będziemy w stanie w pewnym momencie opisać modelami przewidującymi na tyle precyzyjnie, na ile pozwala to zasada nieoznaczoności, przebieg owych procesów fizycznych, a w wyższym poziomie hierarchii przebieg procesów chemicznych. Podobnie to co opisujemy jako procesy biologiczne jest tylko kolejnym stopniem w hierarchii opisu świata materialnego. Proces biologiczny jest sumą znaczącej – a zarazam ograniczonej – liczby procesów chemicznych. Te z kolei są sumą znaczącej – ale nadal ograniczonej – liczby procesów fizycznych. Przejście w analizie z jednego poziomu hierarchii do poziomu wyższego nie wprowadza do modelu dodatkowych czynników – takich, które nie miałyby podłoża fizycznego. Gdyby pominąć zasadę nieoznaczoności, każdy wyższy poziom hierarchii wymagałby jedynie odpowiednio bardziej złożonego modelu czy symulacji, jednak – znowu pomijając zasadę nieoznaczoności – można z dużą dozą pewności stwierdzić, że odpowiednio złożona symulacja jest w stanie przewidzieć efekt procesu fizycznego, efekt złożonych procesów fizycznych składających się na to co określamy procesem chemicznym oraz dalej – efekt złożonych procesów chemicznych składających się na procesy biologiczne. Życie w najprostrzej formie – komórki – w tym rozumowaniu jest sumą znaczącej ale nadal ograniczonej liczby procesów biologicznych. Trzymając się materialnego świata, między pojedynczym procesem biologicznym a ich sumą składającą się na funkcjonującą w środowisku komórką, nie następuje zmiana jakościowa – nie pojawia się dodatkowy proces nie będący w swej genezie zjawiskiem fizycznym. Czyli nadal można sobie wyobrazić stworzenie – niezwykle skomplikowanej z pewnością, jednak możliwej do stworzenia symulacji, modelu, który wobec tych samych zjawisk zachodzących w środowisku, zachowywałby się identycznie. Znów, pomijając zasadę nieoznaczoności. Jeżeli zatem możemy sobie wyobrazić model żywej komórki, będącej szczeblem hierarchii procesów biologicznych, chemicznych a wreszcie najbardziej podstawowych – fizycznych – wówczas kolejny poziom hierarchii – złożony organizm biologiczny, taki jak człowiek, jest sumą znaczącej, ale jednak ograniczonej liczby procesów fizycznych. Które, w teorii (ale do naszego eksperymentu wystarczy teoria), możemy zasymulować. Ponieważ przejściu pomiędzy kolejnymi poziomami hierarchicznego opisu zjawisk towarzyszy jedynie zmiana ilościowa – wpływająca na liczbę opisywanych zjawisk, ale nie na same zachodzące zjawiska – to jedyną niewiadomą w tym procesie, jest ta pochodząca ze statystycznej sumy błędów wynikających z zasady nieoznaczoności. Pojawia się pytanie – czy to, co nazywamy wolną wolą, w opisie niezwykle złożonego, ale jednak ograniczonego modelu fizycznego, jest wynikiem statystycznego błędu wynikającego z zasady nieoznaczoności ? Jeżeli bowiem możemy – teoretycznie (bo przecież w teorii nie widać jednoznacznego powodu uniemożliwiającego skontruowanie takiego modelu) skonstruować model opisujący wszystkie procesy fizyczne, składajace się w kolejnych hierarchiach na model chemiczny, biologiczny, komórkowy a wreszcie organiczny – a w modelu tym nie zostawiamy miejsca na procesy niefizyczne, wówczas otrzymujemy dwie opcje. Albo wolna wola, a z nią świadomość, w rzeczywistości fizycznej nie istnieje i świadomość jest jedynie złudzeniem (a wierząc, że tak nie jest, wniosek taki odbieramy w sposób naturalny, choć być może błędny, jako fałszywy) będącym sumą nieoznaczonych położeń cząstek elementarnych a więc efektem chaotycznych drgań kwantowych. Albo wolna wola istnieje jako stan niefizyczny (nie będący wynikiem złożonych hierarchicznie procesów w istocie fizycznych), nie będący sumą losowych zjawisk kwantowych, które składają się na hierarchię fizycznych opisów rzeczywistości. Wnioskowanie prowadzi albo do uznania wolnej woli i świadomości jako złudzenia (ale komu się to wówczas jedynie wydaje), albo do wprowadzenia zjawiska, bytu, nie będącego częścią opisywanej – przynajmniej w obecnym kształcie nauki o świecie fizycznym – fizycznie rzeczywistości.

środa, 21 listopada 2007

Pierwszy teleskop, nie za duży, nie za mały po prostu w sam raz

Jeżeli chodzi o pierwszy teleskop - sprawa nie jest (ale zarazem i jest) prosta. Funkcją teleskopu NIE JEST przybliżanie (przynajmniej nie jest to jego funkcja główna). Podstawowym zadaniem teleskopu jest zastąpienie naszej maleńkiej źrenicy, mającej zazwyczaj około 6 - 8 mm średnicy, jak największą źrenicą i za pomocą luster lub soczewek wpompowanie do naszego oka jak największej liczby fotonów pochodzących z odległych i słabo widocznych obiektów (to, że przy okazji większe teleskopy pozwalają na stosowanie większych powiększeń oraz mają większe zdolności rozdzielania na niebie szczegółów jest sprawą drugorzędną). Zatem pierwszym i najważniejszym parametrem, którym należy się kierować przy wyborze teleskopu jest jego średnica. Drugim, który decyduje o tym czy oglądanie (lub rejestrowanie fotograficzne obrazów) będzie miało sens jest stabilność montażu. To, że lornetki w większości przypadków kończą na powiększeniu 10x nie jest przypadkiem. Większe powiększenia wymagają stabilnego podparcia. Teleskopy zazwyczaj oferują powiększenia w zakresie powiedzmy od 30 do 250 razy. Zatem tym bardziej wymagają stabilnego podparcia. Kolejnym istotnym elementem, o którym warto pamiętać podejmując decyzję jest coś, co określam jako mobilność teleskopu. Jeżeli kupimy teleskop zbyt duży, może okazać się, że stanie się on zbierającym kurz meblem, bo ewentualna decyzja o targaniu tego wszystkiego na zewnątrz, czy zawożeniu na odpowiednio ciemny punkt obserwacyjny będzie przychodziła z takim trudem, że po prostu nie będzie się nam chciało (bardzo duże teleskopy są dla tych, którym poważnie odbiło i po wielu latach obserwacji wiedzą, że chcą to nadal robić). Największe środowisko miłośnicze jakim są astronomowie amerykańscy zalecają żeby pierwszy teleskop miał 6 cali, czyli ok 150mm średnicy, i żeby był to reflektor Newtona na montażu paralaktycznym. I mają sporo racji - teleskopy takie są wystarczająco duże, żeby obserwowany przez nie Wszechświat nie kończył się na najbliższych sąsiadkach, Księżycu i planetach. Mając odpowiednio dużo cierpliwości i ucząc się patrzeć, teleskop taki pozwala zobaczyć wiele odległych obiektów. Teleskopy mniejsze - ograniczają obserwacje wizualne wyraźnie (z fotografią jest nieco inaczej, bo tu średnicę można w znacznej mierze skompensować długością ekspozycji i rozmaitymi trickami). Teleskopy większe to już nieporęczne kobyły.
Zatem jeżeli budżet na to pozwala to warto zastanowić się nad następującymi teleskopami:

SkyWatcher SK1501EQ3-2
Celestron Omni 150 XLT
SkyWatcher SK15075EQ3-2
Bresser Messier N-150

środa, 10 października 2007

[ASTRO] Apocalypto i astronomiczne absurdy

Pomijając to, że fabuła filmu jest oklepana jak łysiejący osioł i po pierwszych 30 sekundach filmu wiadomo kto, jak i kiedy zginie; że duże wątpliwości budzą we mnie rekonstrukcje świątyń (byłem widziałem) i mitologii (czytałem) to najbardziej rozśmieszyła mnie scena zaćmienia Słońca. Szanuję Mela Gibsona jako świetnego aktora ale takiej fuszerki spodziewałbym się w wiedźminie. Nie wiem czemu miały służyć błędy w rekonstrukcji zjawiska, które w naturze jest o wiele bardziej spektakularne niż w filmie ale to co dobiło mnie ostatecznie to fakt, że w następnej scenie pojawił się Księżyc w pełni. Oj oj - podstawowe braki!!!!!

[POLIP] Piaskownica

Jak ma się bronić kulturalny człowiek przed atakami, które wśród normalnych ludzi kończą się gdzieś w przedszkolu.... wpis przesunięty do mojego bloga o polityce - czyli POLIPA